"Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz"

ks. Jan Twardowski


















poniedziałek, 3 września 2012

Z dedykacją dla ANIOŁÓW i ŚWIĘTYCH

Tak, zadawałam sobie pytanie DLACZEGO?. DLACZEGO JA, DLACZEGO WŁAŚNIE MY, A NIE KTOŚ INNY. Zadawałam je cicho, tak bardzo, by nawet Bóg go nie usłyszał. Zwłaszcza On... a co, jeśli by odpowiedział??? Chyba tak na prawdę wolałabym nie znać odpowiedzi... więc zaczęłam powtarzać za dwoma koleżankami. Pierwsza, Aneta, której braciszek również zachorował na zapalenie mózgu, tak jak nasza Asia. Że jest to TAJEMNICA, po prostu tajemnica... my nie wiemy, lekarze nie wiedzą... więc niech i Bóg niczego nie zdradza...
Druga koleżanka, Ania K. - mama Karolka i Zosi mówi prosto: "A dlaczego nie???". No właśnie... 
Radzimy sobie, kochamy się i to jest najważniejsze...
Inni patrzą na nas z podziwem, ale wierzcie mi, nie ma kogo podziwiać, na pewno nie nas. I choć wiem, jak wielu rodziców nie wytrzymuje, jak wielu ojców opuszcza swoje niepełnosprawne dzieci, jak wiele matek załamuje się, to w tym wszystkim jesteśmy normalnymi, przeciętnymi rodzicami, którzy robią to, co robi mama i tata, czyli kochają, przytulą i pocałują jak boli i krzykną lub nawet skarcą, kiedy trzeba. 
Jesteśmy tymi przeciętnymi, którzy stale mają wyrzuty sumienia, że może za mało, za rzadko, za późno... Jesteśmy tymi, którzy czasem chcieliby odpocząć od swych dzieci, ale w końcowym rezultacie ciągną je za sobą to tu, to tam...
Jesteśmy tymi, którym zdarza się od samego rana czekać na ten najcudowniejszy moment dnia - gdy dzieci w końcu zasną w swoich łóżkach...
Jesteśmy również tymi, którzy mówią; poczekaj, potem, nie przeszkadzaj, jestem teraz zajęta...
W końcu jesteśmy rodzicami Hani i niepełnosprawnej Asi, dla których jesteśmy najważniejsi na całym świecie - i to jest niezastąpione!!! One są niezastąpione...

Powoli rodzi się wdzięczność...


‎"Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki upośledzonych dzieci?

Postaraj się wyobrazić sobie Boga, który daje wskazówki swym aniołom zapisującym wszystko w swej olbrzymiej księdze.

- Małecka, Maria, syn. Święty patron, Mateusz.

- Kurkowiak, Barbara, córka. Święta Cecylia.
- Michalewska, Janina, bliźniaki. Święty patron... niech będzie Gerard.
- Wreszcie mówi do Anioła z uśmiechem jakieś imię:
- Tej damy dziecko upośledzone.
- A na to ciekawski anioł:
- Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa.
- Właśnie tylko dlatego - mówi uśmiechnięty Bóg. - Czy mógłbym powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie czym jest radość? Byłoby to okrutne.
- Ale czy będzie miała cierpliwość?, pyta anioł.
- Nie chcę, aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.
- Panie, wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
Bóg uśmiechnął się:
- To nieważne. Mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu.
Anioł nie mógł uwierzyć własnym uszom:
- Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?.
Bóg przytaknął.
- Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą obdaruję dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć.
Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi. Ale, kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy "mamo", uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo, zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc.
Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak jasno, jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia), i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie i w każdym dniu jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoją pracę, jakby była wciąż przy mnie.
- A święty patron?, zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu gotowe do pisania pióro.
Bóg uśmiechnął się.
Wystarczy jej lustro. "




Z książki "Kółka na wodzie" Bruno Ferrero



10 komentarzy:

  1. Powiem Ci ,że każdy rodzic chce odpocząć od swoich dzieci i tak naprawdę nigdy to się nie udaje :-)
    Wiem to po moich Rodzicach i po sobie ...

    OdpowiedzUsuń
  2. eh, znam to opowiadanie i prawdę mówiąc nie bardzo mi się podoba. Ta gloryfikacja matki, której świętość określona jest przez chorobę jej dziecka...Nie pasuje mi. Za łatwo i trochę po łebkach pomyślane. Za dużo w tym determinizmu, do którego mam duży sprzeciw. Kurcze, obiad muszę robić a szkoda, bo chętnie rozwinęłabym temat:)

    OdpowiedzUsuń
  3. dlatego ta przedmowa, ale słowa te wielu pomagają... jednak mniej jest rodziców tak dobrze sobie radzących z niepełnosprawnością dziecka jak Wy Aniu...

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie się opowiadanie bardzo podoba... i wzrusza... i otwiera furtkę myślom... bo coś w tym jest! :)

    Życzę tego egoizmu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Są takie słowa z Pisma św. które towarzyszą mi od młodości i często z zaciśniętymi zębami i pięściami je sobie przyswajałam. "Moc w słabości się doskonali". Wtedy jeszcze nie wiedziałam z jak wielką słabością przyjdzie mi/nam się zmierzyć...
    Wśród takich postów w powijakach, jest też taki jak ten Twój: o tej naszej słabości, o tym, że są rzeczy których się wstydzimy, żałujemy, nie wytrzymujemy itd. itd. Niedokończony, bo życie niesie ze sobą tyle przygód, wydarzeń, rozmaitości, że szkoda o nich nie wspomnieć, tym bardziej, jeśli biorą w nich udział robaczki:)
    Wracając do tematy. Bardzo często o ile nie zawsze, czuję bardzo duże zakłopotanie słysząc pochlebne słowa pod naszym adresem jako rodziców chorego Karolka. No, uczciwie muszę przyznać, że czuję się niedoceniona kiedy, ktoś bezpardonowo podważa naszą troskę o małego- taka niesprawiedliwość z kolei boli. Mając jednak Zosieńkę ( A Ty Aniu Hanię) wiem, że nie tylko zdrowe dziecko wymaga sporej odporności, nieziemskich sił i cierpliwości;)
    Serdecznie Cię pozdrawiam, jak mateczka mateczkę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. sprostowanie:że nie tylko CHORE dziecko wymaga sporej odporności, nieziemskich sił i cierpliwości swoich rodziców;)

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaha, tak sobie myśle, że ta Twoja Zosia i moja Hania, mają wiele wspólnego... Hania, oh... to dopiero wymaga cierpliwości... a co do tekstu, to myślę sobie, że autorowi nie chodziło o gloryfikacje i sakralizację matek ( chyba każda zasługuje na to miano), ale chyba bardziej o pocieszenie i wyróżnienie. Wielu tego potrzebuje...

    OdpowiedzUsuń
  8. Możliwe, że właśnie o wyróżnienie jakieś tutaj chodzi. Dla mnie bardziej widoczne jest tutaj myślenie podszyte ciągle pokutującym przekonaniem, że chore dziecko dostajesz za karę a zdrowe w nagrodę. Często spotykam ludzi, którzy nie mówiąc o tym wprost, funkcjonują właśnie w rytm tej niedorzeczności. Kiedy urodziła nam się Zosia, to usłyszeliśmy od pani doktor -która Karolka prowadziła od początku i której zawdzięczamy wiele, w tym odstawienie od maszyny na stałe - że Pan Bóg dając nam zdrową Zosię wynagrodził nam... Miała jak najbardziej dobre intencje, ale to co powiedziała nie jest prawdą. Karol to Karol, a Zosia to Zosia. Każde z nich jest niezwykłe i każde z nich nas ubogaca a my każde z nich kochamy tak, że nie wiem jak:) Ciekawe, że raczej nikomu nie przyszłoby do głowy powiedzieć nam, że dając nam Karola, Bóg wynagrodził nam ( ot choćby poradzenia sobie z samosiowatością Zosi, bo bywa uciążliwa, oj bywa).
    Prawdę mówiąc, często mam poczucie, że nie zasługuję na tak niesamowite dzieci jakie mam. Uczy mnie ono pokory, przynajmniej bardzo bym chciała, żeby uczyło:)
    A z innej beczki: będziecie na październikowym wyjeździe z wajem, jeśli ono będzie?

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam dokładnie te same odczucia, że to raczej rodzaj wynagrodzenia...
    Anuś, tak bardzo mi przykro, ale znowu (drugi raz)nas nie będzie. Nasz transport z Anglii byłby zbyt kosztowny, ale większą barierą są Ola studia... z klinik nie ma mowy by zrezygnował, bo to w końcu najważniejsze... I pewnie w przyszłym roku tez nie. Ale bardzo chetnie podjelibyśmy się zjazdu u nas w Plymouth (w sumie czemu nie??? moze ktoś by wpadł)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...