"Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz"

ks. Jan Twardowski


















niedziela, 16 września 2012

Pierwsza sesja z delfinami 2012

W końcu się doczekaliśmy pierwszego spotkania... Oczywiście nie obyło się bez problemów przy ubieraniu pianki. Asia w ciągu pół roku urosła 5cm, ale znaleźliśmy szybką metodę i po wciśnięciu wszystko leżało jak ulał. 
Pierwszą sesję Asia miała w górnym basenie i bardzo się z tego ucieszyliśmy, gdyż w zeszłym roku to głównie tam przebywaliśmy, a Asia tuż przed wejściem do wody znowu mogła się zrelaksować wygrzewując się na piasku.




Zastanawialiśmy się jak się będzie zachowywać. Dzień wcześniej bez problemu dała się zanurzyć w basenie i w morzu. Najpierw tylko dwa okrzyki (to i tak mniej niż w moim przypadku) a potem już tylko sama radość z przebywania w wodzie. W zeszłym roku Asia większość czasu sesji z delfinem marudziła. Taka była jej reakcja na wszystko, co zwało się terapią. A jeśli coś było fajne, jak na przykład przebywanie z delfinem, to zdarzało jej się zapominać na kilka minut o terapii i pojawiał się uśmiech, który po przypomnieniu sobie: Aaaa terapia, miałam marudzić... był zastępowany jękami. I tak w kółko...
Ale przez rok czasu Asia nie miała takiej terapii jak w Polsce. Zostały one zastąpione innymi, poza tym przez cztery miesiące miała odpoczynek dosłownie od wszystkiego, więc po pójściu do szkoły pozytywnie reagowała na wszelką stymulację, więc miałam cichą nadzieję, że może nie będzie tylu jęków, krzyków i łez.

Tak jak i w poprzednim roku Asi terapeutką była Agnieszka. Wiedziała już co Asia lubi a czego nie, jakie piosenki ją uspokajają i w jakiej pozycji lubi najbardziej przebywać będąc w wodzie z delfinem. Dla nas to też było dobre, gdyż bardzo polubiliśmy Agę a w ciągu roku dało się nawet odczuć tęsknotę. Poza tym Agnieszka miała bardzo dobry kontakt z Asią, i co najważniejsze a co najbardziej cenię w takich osobach, Agnieszka jest tym właśnie typem terapeuty, który kocha to, co robi, a dzięki temu kocha swoich podopiecznych. A Asia potrafi być wdzięczna i trud pracy innych potrafi nagrodzić najszczerszym przytuleniem i uśmiechem.

Śpiewające delfiny, gdy Maia śpiewała, podpływał drugi się przyłączał. Było bardzo głośno i zabawnie.

W czasie pierwszej sesji Asia miała pracować z delfinem o imieniu Maia, tym samym, z którym pracowała w zeszłym roku. W górnym basenie byliśmy tylko my, gdyż drugi delfin dopiero przechodził trening. Więc się Asi poszczęściło, gdyż przebywała w wodzie z dwoma delfinami i na dodatek miała prawie całkowitą ciszę (co w przypadku Asi jest szczególnie ważne).
Przy wejściu dało się słyszeć dwa krzyki a potem...??? 

Potem już była tylko radość i zaciekawienie!!!

Mój Boże, pomyślałam, aby tak dalej, jeszcze 5 minut, a potem prosiłam o kolejne.

Asia zachowywała się w wodzie pewnie, a względem delfina bardzo odważnie.

Przywitanie z Maią
  A potem było coraz lepiej, śmiechom nie było końca, zwłaszcza w czasie pocałunków...


A pocałunki były z języczkiem, Asia nadal zmysłem smaku poznaje świat, a że Maia po każdym ćwiczeniu dostaje rybkę, Asi buzia również "pachniała" rybami...


Na pocałunkach cudnie się skupiała. Lubiła bliskość Mai i sama jej poszukiwała.


O ile w zeszłym roku nie znosiła szybkiego pływania z delfinem, tym razem nas zaskoczyła. Najpierw zdziwiona a potem śmiech. Byliśmy bardzo zaskoczeni jej reakcją.


Ćwiczenie z piłką... hm, pomyślałam, że zaraz się zacznie... Statyka nie służy Asi humorowi, ale niemożliwe stało się faktem!!! Asia z pomocą Agnieszki rzucała Mai piłkę i cierpliwie czekała aż piłka do niej wróci. Wykazywała przy tym niesamowite skupienie uwagi... i to za każdym razem.


 A samo pływanie to już była czysta przyjemność i relaks...



Ale dało się zauważyć mała zmianę. Asia poszukiwała wzrokiem Mai i wyraźnie domagała się jej dotyku. Cały czas próbowała łapać Maię i ją dotykać. Głaskała ją i poklepywała...




... wspinała się na nią próbując dosiąść jak konia...




Tego się nie spodziewaliśmy, ale odpukać w niemalowane drewno... To dopiero pierwsza sesja...

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe, duże z miany w porównaniu do zeszłego roku...
    Oby tak dalej :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko...cuda, po prostu cuda..
    Bardzo się z Wami cieszę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. coś niesamowitego! aż mi się łzy w oczach pojawiły!!! pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. DATEK PRZEKAZANY NA KOLEJNE TERAPIE :-) TRZYMAMY KCIUKI!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Olu, bardzo dziękujemy!!! Nam też łzy się pojawiały jak widzieliśmy ją taką uśmiechniętą...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...