"Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz"

ks. Jan Twardowski


















wtorek, 15 marca 2011

"Samo się płacze..."

Gdy to oglądam... "samo się płacze", bo te sceny przypominają mi to, co się wydarzyło. To są jedne z ostatnich nagrań z Asią w roli głównej, kolejne będą się różniły bardzo.


pobudka z tatusiem...


przerwa na chrupki


codzienne zabawy



z ukochaną ciocią Gabi

9 komentarzy:

  1. Aniu, przeczytałam wszystko co napisałaś w swym blogu, oglądnęłam też wszystkie filmiki z Asią i tak bardzo się popłakałam...Podziwiam Waszą siłę i optymizm. Wielu powinno się od Was uczyć. Często dopiero w obliczu takich historii człowiek zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę to co zdawało się być problemem w jego życiu staje się zwykłą błahostką. (Kasia - kuzynka)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, dzięki. W takich zdarzeniach tkwi wielka tajemnica. Też płaczemy jak je oglądamy, ale też będziemy płakać jak zaczniemy sobie przypominać w jakim stanie Asia była zaraz po chorobie a w jakim jest teraz. To dzielna dziewczynka... w miarę możliwości będę kontynuowac pisanie, pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. czytając twojego bloga płakałam. chociaż jestem dopiero nastolatką to mam siostrzenicę która w październiku skończy 2 latka i siostrzeńca który ma 3 miesiące. Wy jesteście tacy dzielni. Podziwiam was. Jesteście świetnymi rodzicami i myślę że jesteś świetnym przykładem dla innych matek że pomimo problemów nie warto się poddawać tylko trzeba walczyć. Gorąco trzymam za was kciuki i za Asię ;) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję, że czytasz i że się wzruszasz, bo to o czym pisze to są trudne rzeczy, wśród, których próbujemy odnaleźć radość i udaje nam się... ale siłę i wszystko, co pozwala nam stawiać czoło zyciu mamy dzieki innym, dzieki ich pamieci, modlitwie i wszelkiemu wsparciu. Mam nadzieje, że pozostaniesz tu na dłużej, kolejne posty niosą nadzieję... pozdrawiam ciepło i czule, Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Przejrzałam Twojego bloga (oczywiście zamierzam się wczytać jak będę mieć więcej czasu) i dotarło do mnie, że ja to mam szczęście... Dwa lata temu skręciłam sobie nogę, nic ciekawego, szyna na dwa tygodnie, bez kontroli u lekarza, niby wszystko w porządku, ale skręcenia ciągle się pojawiały. Pół roku chodziłam na rehabilitację, w kwietniu mnie zoperowali. Wszystko po mnie spływało, idąc na operację rozśmieszyłam całą swoją salę jednym głupim tekstem "zaraz wracam, nie będziecie mieć tu za długo spokoju!". I wszystko było dobrze, ale po wybudzeniu się chciałam iść do toalety. Wtedy do mnie dotarło to, że nie mogę, leżę, nie jestem nawet w stanie siąść, bo od znieczulenia nie czuję całej nogi. I takie byle co było w stanie mnie podłamać. Czytając tego bloga uświadamiam sobie, że tak naprawdę mi nic nie jest, ot, zoperowali, nie mogłam się ruszyć, trudno, teraz chodzę, ba, za przeproszeniem zapierdzielam!

    Mam nadzieję, że lekarze pomogą Asi, że będą próbować ciągle czegoś nowego, co może wszystko posunąć do przodu. Liczę, że będzie coraz lepiej.
    Pozdrawiam, Karolina.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje Karolino, ze czytasz... i bardzo mi przykro, że właściwie z jakiejś tam drobnostki Twój problem stał się poważny... to prawda, ludzie są szczęśliwi, gdy są zdrowi i gdy mają zdrowe dzieci, ale wspaniałe jest to, że również i w chorobie odnajduje się szczęście i radość. Jest na trudno, ale nie jest źle - było, własnie wtedy w Boże Narodzenie, ale teraz wiem, że czasem tak jest... to wielka tajemnica dlaczego tak się dzieje i często zazdroszczę rodzicom, którzy maja zdrowe dzieci i mogą z nimi robić więcej niż my, ale gdyby ktoś mnie zapytał, czy jeśli miałabym okazję nie przeżyć tego wszystkiego, ale za cenę nie poznania mojej Asi, chyba bym się nie zgodziła..., takie dziecko to wielki dar!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że już jest lepiej, czasem musi być gorzej, żeby potem wyjść na prostą i odetchnąć z ulgą. Są szczęśliwi, ale większość tego nie docenia, widzę to codziennie i sama często tego nie dostrzegałam, dopiero codzienne wizyty w szpitalu dziecięcym pomogły mi się trochę przebudzić. Co do szczęścia w chorobie... To już zależy od ludzi, nie każdy je znajdzie, bo nie każdy umie się rozejrzeć i stwierdzić, że przecież nie jest źle, da radę. Oczywiście, że takie dziecko to wielki dar, bo tak naprawdę choroby często otwierają oczy. Rodzice bywają różni, często ci, w których rodzinie nic się nie dzieje nie mają czasu, albo znajdują go, gdy właśnie coś idzie inaczej niż powinno, przynajmniej to tak wygląda u mnie, no ale każdy ma inaczej w domu, nie ma co porównywać. Z resztą ja mało widziałam, rodzice otworzyli przede mną świat jakieś 3 lata temu, a raczej ja sobie otworzyłam, najpierw próbowali mi zamknąć, ale potem się poddali i patrzę, nie widzę nic ciekawego, są nawet ograniczenia pomocy, praktycznie każdy wolontariat jest dopiero od 18 lat, bezsensu.

      Usuń
  7. mi też się samo płacze :( wysyłam Wam dużo pozytywnych fluidów

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyżyku, dziękuję, że jesteś z nami...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...