"Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz"

ks. Jan Twardowski


















piątek, 18 marca 2011

Emergency!!!

Był 20ty grudnia, nie miałam już angielskiego, więc planowaliśmy wybrać się na zakupy przedświąteczne. Olo jeszcze spał, a Asia bawiła się w łóżeczku. Do sypialni przywował mnie jej krótki krzyk. Zobaczyłam ją w drgawkach, takich samych jak te wcześniejsze. Olo dzień wcześniej wrócił z pracy z goraczką, więc gdy on dzwonił po karetkę, ja sprawdzałam Asi temperaturę. 37,6 to nie wiele, więc skąd te drgawki. Pogotowie pojawiło się w ciągu 5 minut. Podali jej diazepam ("organiczny związek chemiczny, lek psychotropowy z grupy pochodnych benzo-1,4-diazepiny. Został zsyntetyzowany w 1959 roku przez absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego Leona Henryka Sternbacha, natomiast wprowadzony do lecznictwa w 1963 roku pod nazwą handlową Valium przez koncern farmaceutyczny Hoffman-La Roche. Wykazuje działanie uspokajające, przeciwlękowe, przeciwdrgawkowe, rozluźniające mięśnie i ułatwia zasypianie." Wikipedia).
Pojechałam z nimi karetką, a Olo został, by spakować najważniejsze rzeczy. Drgawki ustąpiły w trakcie jazdy do szpitala. Tym razem trwały ok. 20 minut, więc dużo krócej niż poprzednio. Od razu wezwano lekarzy, którzy badali Asię wcześniej. Jak tylko zaczęła się przebudzać, przewieziono nas na znany nam oddział dziecięcy Bramble. Zaczęły się badania. Musieli jej pobrać trochę więcej krwi. Dr Mark, był bardzo delikatny, zagadywał ją, rozśmieszał, a nawet śpiewał kolędy - co było bardzo miłe. Zatrzymano nas na noc, na obserwację, tym razem został Olo. Ja pojechałam do domu, ale tam było tak pusto i cicho... źle mi było samej bez nich.
Po tym epizodzie Asia wóciła do siebie. Znów była wesoła i rozbrykana jak zawsze. Po nocce w szpitalu, Olo pojechał do pracy, a ja byłam z Asią. Czekałam na decyzję, o której nas wypuszczą do domu i zaczęłam organizować transport, bo Olo niestety tego dnia pracował do północy.

Na oddziale mają konie na biegunach, ale  takie inne niż te znane nam wcześniej. Asia je uwielbiała. Nie chciała z nich zejść, tak się jej podobało. Wspominam je dlatego, że i mi i Olowi utknęły w pamięci - konie na biegunach z oddziału Bramble...
Jeszcze tylko EEG i wieczorem wychodzimy...

2 komentarze:

  1. witaj...zajrzalam tutaj zkilku powodow...przede wszystkim znam i bardzo sznuje osobe ktora rowniez tobie jest bardzo bliska, czyli Gabi :)poza tym zaciekawila mnie twoja historia i z niecierpliwoscia czekam na jej ciag dalszy...mam nadzieje ze z pozytywnym zakonczeniem...ja niestety wciaz pytam dlaczego? moja corke Hanie (twoja tez chyba tak ma na imie) stracilam 2 lata temu, 3 godz po porodzie..mimo ze teraz jestem szczesliwa mama pieknego prawie 5-miesiecznego synka, to tamte chwile wciaz ze mna sa....mam nadzieje ze z twoja corcia wszystko jest w porzadku i niedlugo dowiem sie jak potoczyla sie wasza historia...pozdrawiam...justyna

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Justynko, przykro mi... takich chwil się nie zapomina, nawet w wielkim szczęściu... pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś Cię poznam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...