"Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz"

ks. Jan Twardowski


















wtorek, 2 lipca 2013

Witaj szkoło...

Wakacje ledwo się zaczęły (w Polsce bo tutaj nadal rok szkolny trwa), a ja tu piszę "witaj szkoło..."
Cóż, nasze wakacje potrwaja do końca sierpnia, więc nie będzie czasu na zakupy i przygotowania, a nasza kruszynka raczej nie zgrubnie przez dwa miesiace, więc postanowiliśmy przed wyjazdem wszystko przygotować.

Zacznę od tego, iż w Anglii nie ma obowiazku szkolnego. Jest obowiazek edukacji, ale to rodzice decyduja czy będzie to szkoła czy dom. Jako pedagog, wiem ile pracy trzeba włożyć w edukację dziecka i raczej nie jestem gotowa na homeschooling... poza tym Hania jest teraz w takim wieku i ma taki a nie inny charakter, że łatwiej jest jej się podporzadkować trenerom i nauczycielom oraz grupowej dyscyplinie. Za bardzo ciagnie ja do dzieci, a poza tym szkoła jest najlepsza dla niej szansa na naukę obcego języka, a właściwie to nie obcego, tylko drugiego - równorzędnego.

Ci, co znaja Hanię, pewnie złapia się za głowę - "że co, szkoła.... przecież ona jeszcze nie ma 5 lat!"
To prawda, a i tak będzie najstarsza w klasie. Gdyby urodziła się 5 godzin wcześniej, już od roku chodziłaby do szkoły. Jednak miało być inaczej. Ciaża dłuższa o tydzień i poród dokładnie 1-go września, sprawiły, że na nasze szczęście, Hania do szkoły pójdzie dopiero we wrześniu tego roku. ("na szczęście" - bo miała dodatkowy rok na naukę angielskiego - teraz już nie ma z nim problemu).


A nasza przygoda ze szkoła zaczęła się już w grudniu. Wtedy to wysłałam aplikacje, a wszystko było śmiesznie proste. Zapisu dokonuje się on-line. Wybiera się szkołę pierwszego, drugiego i trzeciego wyboru - można wybór uzasadnić. O wyborze konkretnej szkoły decyduje coś w rodzaju lokalnego wydziału edukacji - dyrektorzy i nauczyciele nie maja na to wpływu (choć jak się okazało, w przypadku szkoły specjalnej dało się wpłynać na decyzję ;-) )
W Anglii jest regionalizacja, więc dzieci zazwyczaj chodza do najbliższej szkoły. Do innej sa przyjmowane głównie ze względów religijnych np. szkoły katolickie. My zdecydowaliśmy się na zwykła publiczna szkołę - do katolickiej, a jest ich w Plymouth kilka, mamy za daleko. Trzeba by było Hanię zawozić i przywozić, a to było by trudne do pogodzenia ze szkolnym transportem Asi.

A szkoły szukałam już rok wcześniej... Czytałam raporty OFSTEDu o różnych szkołach, popytałam sasiadów, poobserwowałam rodziców przy konkretnych szkołach no i stwierdziłam, że skoro okulistka, trener rugby, chirurg szczękowy i kilka innych osób z naszej parafii ma dzieci właśnie w Montpelier Primary School, to musi to być dobra szkoła. Więc została moim pierwszym wyborem. Kolejne to też były bardzo dobre szkoły, ale do tej mamy 10 minut na nogach. Najbliższej szkoły, obfitej w rodziców z poważna nadwaga i palacych pod szkoła papierosy nie wybrałam, choć raport był całkiem dobry.

I udało się. W kwietniu otrzymaliśmy list, że Hania została przyjęta do Montpelier. W czerwcu miałam okazję zobaczyć Hani klasę i poznać jej nauczycieli. Jak się okazało, w tej samej klasie będzie Hani koleżanka z placu zabaw, oraz trzy inne osoby z jej przedszkola. A wczoraj w domu, Hanię odwiedziły jej dwie nauczycielki. Porozmawiały z nia, zobaczyły jej rysunki i umówiły się na spotkanie w szkole tuż przed naszymi wakacjami. Hanusia była bardzo podekscytowana. A po wizycie pojechaliśmy na mundurkowe zakupy. W przebieralni było istne szaleństwo... Ciężej z rozmiarówka, bo na naszym petit child wszystko wisi... Co tam, starczy na dłużej...




ps. rajtuzy będa szare....

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Dzień z przyjaciółmi


Ten dzień był tak wyjatkowy i udany, że śmiało zaliczyliśmy go do naszych najlepszych dni spędzonych w Anglii. Pogoda niezbyt typowa dla Kornwalii, bo nie dość, że ciepło i słonecznie to i bezwietrznie. Plan był nieco inny...
Mieliśmy jechać do St Ives, miasteczka na zachodnim wybrzeżu Kornwalii, ale już na starcie okazało się, że nasi przyjaciele postanowili nie marnować takiego dnia odpoczynkiem w domu, a postanowili się wybrać cała rodzina na plażowy piknik. Postanowiliśmy spędzić ten dzień z nimi...


Jednak w międzyczasie okazało się, że ich ulubiona plażę zalał przypływ i musieliśmy poszukać innej plaży, co wcale nie było takie proste i oczywiste, gdyż musiała ona spełniać dwa wymogi: musiała być w miarę dostępna dla niepełnosprawnych oraz w pełni dostępna dla psiaków (tego samego dnia okazało się, że to, co niedostępne dla niepełnosprawnych w rzeczywistości jest dostępne, ale tylko wtedy, gdy ma się takich wspaniałych przyjaciół).



No i znaleźliśmy kolejny cud natury. Przepiękna plaża w Porthleven, nie dość, że spełniała nasze wymagania, była prawie bezludna, cudowna i bezpieczna. Dziewczynki od razu wcisnęliśmy w pianki (a tak swoja droga nadal dziwię się, że nad Bałtykiem nadal nie sa one popularne. Nie dość, że chronia przed chłodem wody, to i przed zbyt mocnymi promieniami słonecznymi i przed wiatrem). Hania od razu pognała wygłupiać się z Wiktorem, a Asia oddała się swojemu ulubionemu zajęciu - wygrzewaniu w słońcu i piachu - szczęście wypisane na twarzy...


A my zajęliśmy się soba... i piknikiem i miłymi pogaduchami...





Ale i tak dopiero wieczorem mieliśmy zobaczyć prawdziwe cudo...



sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka - testowanie pianek

Nasza kolejna niespodzianka dla dziewczynek dotyczyła kolejnego wypadu. Tym razem padło na stolicę sufingu - Newquay. Uwielbiam plaże w tym miasteczku i uwielbiam atmosferę, jaka jest spowodowana przez wszędobylskich surferów.
Sprawdziłam godziny odpływu i przypływu dzień wcześniej i akurat miała być najniższa fala w czasie naszego przyjazdu. Nic dodać, nic ujać. Pogoda miała być rewelacyjna, choć i tak 4 C mniej niż w Plymouth, więc na wszelki wypadek spakowałam nie tylko piknikowe rzeczy.




Dziewczynki jak tylko poczuły ciepły piach pod stopami, były nie do poznania - Hani uśmiech nie schodził z twarzy. Biegała i piszczała, a Asia jej wtórowała. Widzac, że raczej nie unikniemy mokrych ubrań, postanowiłam wcisnać obie moje baby do pianek. Z Hania poszło łatwo i szybko, taki chuderlak zmieści się do wszystkiego. Z Asia było trochę naciagania, ale jak już pupa się wcisnęła, reszta sama wskoczyła. Na pewno było im ciepło, bo bez namysłu pognały w stronę wody.




Asia powolutku, ale jak zauważyła, że pomimo zimnej wody nie jest jej chłodno, poszła w ślady siostry, i bez krzyków i pisków pluskała się na całego.





A po kapieli przyszedł czas na wyczekiwany piknik, pyszne jedzonko i długi spacer po cudownej plaży...


piątek, 31 maja 2013

Świętowanie Dnia Dziecka rozpoczęte

Olo w końcu był po egzaminie, więc nastał czas cudownego relaksu. Dziewczynki maja akurat tzw. half-term, czyli tydzień wakacji. Hania każdy dzień rozpoczynała od lekcji pływania, a potem bywało różnie... a to plac zabaw, a to prace w ogródku, ale tego dnia postanowiliśmy zrobić dziewczynkom prezent i zabraliśmy je w jedno z naszych ulubionych miejsc - plażę na Mount Edgecombe, 5 minut stateczkiem od Plymouth.

Dziewczynki były przeszczęśliwe...








A wieczorem był cyrk... Hania była jak zaczarowana...

środa, 29 maja 2013

Wygrywa ten, kto się trudzi...

W trakcie swojej artystycznej aktywności Hania raczej się nie trudzi. Jest to raczej wielka przyjemność tworzenia tego, co w jej malutkiej główce się zrodziło.
A jeśli tworzy, zwłaszcza dla mamy, to zawsze, ale to zawsze wkłada w to całe swoje dziecięce serce.

I udało się.... Hani dzieło wygrało w konkursie organizowanym przez Familiaris, za co organizatorom bardzo dziękujemy!!!
A przy okazji chciałam wszystkim polecić to, co Familiaris proponuje dla dzieci. Sa to produkty mało znane jeszcze, ale uważam, że godne zarówno polecenia, jak i posiadania. Już teraz zastanawiam się jaka grę wybrać dla Hani. A, że instynkt do rywalizacji ma dobrze rozwinięty, to w końcu będzie miała szansę nad popracowaniem nad współpraca...

Polecam Familiaris

poniedziałek, 27 maja 2013

Oceanarium w Plymouth

Jako, że deszczowo dzisiaj, wybraliśmy się do "naszego" oceanarium. Troszkę się zmieniło od naszej ostatniej wizyty - 6 lat temu... Poniżej fotorelacja.






 PŁASZCZKI




MEDUZY













KONIK MORSKI











GDZIE JEST NEMO???















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...