"Nie płacz w liście
nie pisz, że los Ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
Odetchnij, popatrz
Spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz"

ks. Jan Twardowski


















czwartek, 6 października 2011

Adaland

Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej na żywo widziała delfiny. Dużo słyszałam o ich inteligencji i tak dalej, ale to tutaj, w Adalandzie, pierwszy raz je spotkałam. 
Adaland jest największym (i jednym z największych w Europie) parkiem wodnym. Składa się z olbrzymiego aquaparku z różnymi atrakcjami, w tym z rynną o długości 450 metrów, oraz z drugiej części, w której mieści się park morski, w którym można popływać z płaszczkami, rekinami, gdzie można ponurkować i poopalać się na pięknej piaszczystej plaży oraz park z delfinami, gdzie są pokazy delfinów, oraz gdzie odbywa się delfinoterapia i komercyjne pływanie z delfinami.

widok na Adaland z naszego pokoju

Już z daleka dostrzega się umiejscowiony na wzgórzu Adaland. Robi wrażenie... niesamowite. Atrakcje atrakcjami, ale delfinarium to dopiero jest coś!!! Jest przepięknie zaprojektowane, ze wszelkimi detalami. Obecnie jest w nim sześć delfinów, dwa są tresowane do pokazów, a cztery do delfinoterapii. Dzieci, które miały delfinoterapię w dolnym basenie, pływały z Isis i Starem, a te, które miały w górnym basenie, na terenie parku morskiego, pływały z Alegro i Mayą. Asia pływała głownie z Mayą, ale zdarzyło jej się tez z Alegro i Isis. Naszą treserką w pierwszym tygodniu był przesympatyczna Meksykanka Tatiana, w drugim natomiast tygodniu różnie, czasem Tatiana, czasem Filly, albo i Omer.

Seapark & Dolphinpark

To, co wyróżnia to delfinarium od innych, to nie tylko piękno zewnętrzne, tutaj bardzo dba się o delfiny... Pokaz jest tylko raz dziennie, każdy delfin bierze udział w 30-minutowej terapii tylko 2 lub3 razy dziennie przez 5 dni z rzędu, potem są dwa lub więcej dni przerwy. A terapia trwa pół roku, pozostałe pół roku są tresowane, ale nie po to by coś więcej potrafiły, tylko dlatego, że one tego potrzebują w swej egzystencji.
Oczywiście zawsze znajdą się przeciwnicy i wielcy obrońcy delfinów (którzy nota bene dla natury nawet nie segregują śmieci), ale prawdą jest, że jeśli delfin urodzi się w "niewoli", to nie ma szans na przeżycie, gdyż inne delfiny go nie przyjmą. Tak samo jest jeśli ludzie uratują zranionego czy chorego delfina. Jedynym ratunkiem dla nich są delfinaria. I zgodzę się, że nie wszędzie jest tak pięknie i cudownie jak w Adalandzie, bo pociągnęłam za język kogo trzeba i wiem, że jest różnie. Tutaj non stop jest czyszczony basen, rybki są sprowadzane z Norwegii, a treserzy to prawdziwi miłośnicy i znawcy delfinów.

A same delfiny??? To cudowne zwierzęta! Im bardziej je poznawałam, tym większy czułam względem nich respekt. Na każdym robią wrażenie.


środa, 5 października 2011

Delfinoterapia w praktyce, czyli kto, co, gdzie i z kim...

Nasz samolot wylądował rankiem, więc mieliśmy dodatkowy dzień urlopu... (jak się później okazało, nasz odlot był dopiero po północy i z hotelu wyjeżdżaliśmy dopiero przed 22:00 więc tak na prawdę mieliśmy dodatkowe dwa dni spędzone w Turcji).
Terapeutów mieliśmy okazję poznać już przed śniadaniem. Nie często się zdarza by rodzice z niepełnosprawnymi dziećmi udawali się na urlop w jakieś gorące miejsce, na dodatek o nieco innej florze bakteryjnej, więc łatwo było im nas wyłapać spośród tłumu innych hotelowych turystów. Pierwszy dzień upłynął nam, poza odespaniem nocy, na poznawaniu hotelu i jego atrakcji oraz, co ważniejsze, na wzajemnym "obwąchiwaniu się" z drugą rodzinką, która z nami leciała z Katowic. Na szczęście Ola, mama Julii była bardzo śmiała i wygadana, więc poszło szybko i sprawnie. Jej mąż, Mirek, i Olo też znaleźli sobie męski temat do omówienia. Poza tym wszyscy byliśmy z początku onieśmieleni hotelowym życiem i jego zasadami, ale wspólne przebywanie jest najlepszym wsparciem.
Pozostałe rodzinki poznaliśmy następnego dnia podczas wspólnego spotkania z terapeutami. Nie spodziewałam się, że będzie tak miło, i że tak szybko wejdę w ciepłe relacje z innymi. 
Na spotkaniu tym, Oksana - założycielka fundacji - wytłumaczyła nam krok po kroku jak będzie wyglądać sama terapia, co będziemy robić w trakcie jej trwania, oraz co będzie na popołudniowych zajęciach. Przydzielono nam też terapeutów i wyznaczono godziny terapii. Naszą delfinoterapeutką była Agnieszka Bobran - bardzo sympatyczna i ciepła osoba, dokładnie takiej potrzebowała Asia. A godzina jak najbardziej nam spasowała: w pierwszym tygodniu na 11:00, a w drugim na 17:00. Jak dla śpiochów to wymarzona kombinacja.
Po spotkaniu miały miejsce indywidualne rozmowy z terapeutami na temat sytuacji i historii choroby każdego dziecka, był czas na pytania, wątpliwości, obawy... A po południu pierwsze wspólne zajęcia w basenie.
Tego dnia Asia była w wyśmienitym humorze. Dużą radość sprawiało jej pływanie w kapoku. Zakładanie i ściąganie pianki też nie stanowiło większego problemu, więc to nas trochę uspokoiło. Przynajmniej Asia nie krzyczała, a to było już sporo.

pierwsze wejście do basenu


Pierwsze pływanie w piance i kapoku - najwyraźniej przypadło Asi do gustu

Zanim Asia weszła do wody, Hania zdążyła się już pływaniem zmęczyć, ale tylko na chwilkę...


Co do moich obaw związanych z pogodą, to się okazało, że i owszem, było codziennie jakieś 36-40 stopni w cieniu, ale było to nieodczuwalne. Gdyby porównać to np. do Śląska czy Krakowa, to podobnie odczuwa się 25-28 stopni. Na dodatek cały czas czuło się świeżą bryzę od morza. Tak więc wymarzona pogoda na wakacje. Oczywiście można się nabawić udaru, czy poparzeń, ale na własne życzenie. Uważać trzeba zawsze, zwłaszcza gdy się jest z dzieciakami.

Dodaj napis


A głównymi bohaterami tego turnusu byli:

1. Asia z siostrą Hanią i rodzicami
2. Julia z rodzicami
3. Kamila z rodzicami
4. Marysia z siostrą Julią i rodzicami
5. Piotruś z bratem Kacprem i rodzicami
6. Dominik z mamą i ciocią
7. Roksanka z rodzicami
8. Anielka z braciszkiem Filipem i rodzicami
9. Kamilka z rodzicami

oraz nasi cudowni delfinoterapeuci:
1. Oksana
2. Agnieszka
3. Marcin

Bardzo wam dziękujemy...



poniedziałek, 3 października 2011

Kusadasi - pierwsze tego typu nasze wakacje


Byłam nieco przestraszona wyjazdem... lot, hotel, upały, wszystko zorganizowane... Do tej pory to zawsze ja byłam głównym organizatorem i przewodnikiem. Pół roku siedziałam przed komputerem i przeglądałam oferty i miejsca. I zawsze było super. A tu nie dość, że hotel, all inclusive, stałe godziny posiłków i takie tam, to bez samochodu. Jak tu wysiedzieć w jednym miejscu dwa tygodnie?

Witaj Turcjo

Moje obawy minęły po pierwszym dniu. Sam lot super, dziewczynki przespały całą podróż. Już na lotnisku w Pyrzowicach domyśleliśmy się, która to druga rodzinka jedzie z nami na delfinoterapię, ale poznaliśmy się dopiero na lotnisku w Izmirze. Później czekała nas godzina jazdy autobusem do hotelu - dla Hani to wszystko było jak wesołe miasteczko, dla Asi różnie, ale jej kocyk koił nerwy i dzięki niemu ponownie przespała podróż. Hotel niezły, z czasów gierkowskich, ale jak na tamte czasy to niezły wypas. Pokoje duże, i to dla nas było ważne, było gdzie postawić łóżeczko dla Asi. Łazienka, balkon, klimatyzacja - wszystko, co potrzeba... Dziewczynkom bardzo się nasz pokój spodobał, nam też.

Nasze przyjemne kolacje

Restauracje duże, w hotelu i na tarasie. Jedzenie wyśmienite, dużo, różne i do woli. Każdy znajdzie coś dla siebie. Przy hotelu duży i mały basen, a zaraz obok długa wąska plaża i morze.
Do miasteczka Kusadasi jest kilka kilometrów, których niestety ze względu na bezpieczeństwo, nie da się przejść na nogach, ale należy skorzystać z lokalnego transportu jakim są dolmusze. Z kierowcami różnie, czasem krzywili się, że nie składamy wózka, ale ogólnie było ok.

Kusadasi

Samo miasto, ciężko powiedzieć czy typowe dla Wybrzeża Egejskiego czy nie, bo innych miast nie widzieliśmy, ale z całą pewnością, ma swój klimat. Główna ulica pełna sklepików i knajpek, wszyscy zapraszają, by to właśnie u nich coś kupić. A najfajniejsze jest to, że targowanie się jest obowiązkowe i np. ze 170 lir można zejść do 60 oraz to, że w aptece można było bez recepty kupić antybiotyk (który niestety był potrzebny Olowi).

Tureckie klimaty

Co do flory w tamtym terenie, to stwierdziliśmy, że jest typowa dla krajów basenu Morza Śródziemnego, czyli podobnie jak w Chorwacji czy w południowych Włoszech: wypalona ziemia, gaje oliwne, góry, morze...
Kusadasi leży na Wybrzeżu Egejskim, skąd można dostrzec greckie wyspy. Dzięki temu łapaliśmy grecką sieć, co bardzo obniżyło koszty rozmów z Polską.
Kusadasi nie jest dużym miastem, ale zawsze pełniło ważną rolę handlową z Afryką i całą Europą. To także tutaj zatrzymują się te olbrzymie turystyczne statki, by podziwiać okoliczne bogactwa architektoniczne i kulturalne. A jest co oglądać, ale o tym napiszę w kolejnych postach...

Rano przypływają, wieczorem odpływają

Kiedyś też się wybierzemy na taki rejs


sobota, 17 września 2011

"Dobra wioska" - dobra fundacja

Na delfinoterapię postanowiliśmy się wybrać z fundacją "Dobra wioska". Oczywiście były inne opcje, ale po przeglądnięciu dostępnych ofert terapii w Europie, czyli na Ukrainie i w Turcji, stwierdziłam, że najlepszą opcją będzie skorzystać z pośrednictwa fundacji, która zapewnia na miejscu polskojęzyczną kadrę terapeutów, co jest ważne w pracy z dziećmi mającymi problemy z językiem, komunikacją i rozumieniem. 
Skąd się dowiedziałam o fundacji? To śmiesznie może zabrzmi, ale z telewizji... Był to kolejny, przypadkowo oglądnięty program o delfinoterapii, który jeszcze bardziej umocnił mnie w mojej decyzji.
Współpraca z nimi okazała się samą przyjemnością. Najpierw przez facebooka, potem mailowo. Po ustaleniu terminu wyjazdu, "Dobra wioska" już sama załatwiała sprawy związane z zakwaterowaniem i transportem, a ja tylko przesyłałam skany faktur do Asi fundacji w Chorzowie.  
Terapeuci fundacji okazali się świetnymi profesjonalistami i przesympatycznymi osobami. Nawet nie miałam pojęcia, że się tak bardzo z nimi zżyjemy.




piątek, 16 września 2011

Delfinoterapia

Nie pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałam o terapii z delfinami, ale doskonale pamiętam moment, kiedy o niej świadomie pomyślałam. Było to zaraz po naszym powrocie ze szpitala, gdy mieszkaliśmy w Exeter. Poznaliśmy wtedy Dorotę i Rafała, rodziców nieuleczalnie chorej Amelki. Poszukiwali wszelkich form terapii, które byłyby w stanie pomóc ich córce, wtedy zastanawiali się nad delfinami. Asia była jeszcze za mała na taką terapię, a poza tym wtedy mieliśmy nadzieję, że Asia "powróci do siebie"... Po roku okazało się, że to wszystko idzie bardzo opornie i choć Asia robiła postępy, daleko jej było do swoich rówieśników, a potem jeszcze dalej... 
Temat delfinoterapii powracał do mnie jak bumerang. Cena odstraszała... Szukałam delfinariów w Europie i na świecie... W grę wchodził Krym i Turcja, ale to nadal było ponad nasze możliwości. Oczywiście przy oszczędnym życiu bylibyśmy w stanie odłożyć tę sumę, ale zajęło by nam to ze dwa lata. Postanowiłam więc zrobić akcję z 1%. Rozesłałam informację do rodziny i przyjaciół, a oni dalej... Jednakże okazało się, że pieniążki będą dostępne dopiero pod koniec roku. Asia nie ma czasu na czekanie. Pojawili się ludzie dobrego serca. Najpierw koledzy z pracy mojego taty zrobili zrzutkę (Nadleśnictwo Nowy Targ), potem pojawiły się wpłacone darowizny od osób znanych nam bardziej i mniej. Potem charytatywne taneczne warsztaty i akcja w szkole, w której pracowałam (II LO Mikołów). Pieniążki spływały z USA i Irlandii. 
"Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka".Tak też było i w tym przypadku. Nadal brakowało kilkunastu tysięcy złotych... a trzeba było już rezerwować termin terapii. Gdybyśmy  wiedzieli, że to pomoże na 100%, to sprzedalibyśmy samochód i kupili tańszy, byleby wyjechać z Asią, aby dać jej szansę. Ale niestety w delfinoterapii, jak i w większości innych terapii nie ma gwarancji, że na pewno pomoże, że będą efekty. Przekładałam terminy rezerwacji na późniejsze, bo nadal nam sporo brakowało. Olo stwierdził, że chyba nie damy rady i nie pojedziemy w tym roku. Łzy same cisnęły się do oczu. Cały czas coś mi podpowiadało, że to jest to, moja nadzieja rosła, a tu musiałam się poddać... rodziły się kolejne pomysły na to, jak zdobyć pieniądze, ale było już tak późno... i nagle wieczorem zwykły telefon zmienił wszystko. Znalazł się ktoś, kto wpłacił darowiznę na rzecz Asi za całą delfinoterapię.
Pana Michała (prezesa firmy deweloperskiej) nie znaliśmy, ani on nas nie znał. Po prostu chciał pomóc tak jak potrafił najlepiej. To jest niesamowite, że są tacy ludzie...pewnie jest ich sporo, ale o dobrych rzeczach i dobrych ludziach media nie mówią... To był dla nas kolejny cud!!! I jednocześnie szczęście, że padło na nas... choć wolelibyśmy nie musieć jeździć na żadne terapie...



Poniżej zamieszczam tekst o delfinoterapii. Wszystko, co jest napisane kursywą zaczerpnęłam ze strony http://www.choredzieci.org.pl/dzialalnosc-delfinoterapia.html


Delfinoterapia (Dolphin-Assisted Therapy, w skrócie DAT), to forma połączonej terapii – aqua i animaloterapii, podczas której pacjent znajduje sie w bliskim kontakcie z delfinem. Terapia polega na wspólnym pływaniu i zabawie, podczas której osoby niepełnosprawne wykonują szereg, dostosowanych do indywidualnych potrzeb i możliwości, ćwiczeń z udziałem delfinów. W czasie tych zabaw wiązki ultradźwięków emitowane przez delfiny przenikają przez ludzkie tkanki powodując drobne korzystne zmiany w zniszczonych komórkach. Delfiny ciekawi u człowieka wszystko, co odbiega od normy i tam właśnie wysyłają swoje ultradźwięki regenerując zniszczone komórki.
Delfinoterapia została odkryta przez amerykańskiego psychologa Dawida Nathansona w 1978 roku. Twórca mówił o swojej metodzie, że powoduje skokową poprawę u dzieci cierpiących na autyzm, paraliż dziecięcy lub zespół Downa. Efekty tej terapii są do dziś badane przez naukowców i neuropsychiatrów.

Delfinoterapia to wyjątkowa forma terapii z kilku względów. Po pierwsze, odbywa się w wodzie - środowisku przyjaznym człowiekowi. Lekarze często polecają pacjentom pływanie w basenie gdyż aquaterapia relaksuje, odpręża i wycisza, przyspiesza rehabilitację ruchową.  Po drugie, delfin dzięki swoim naturalnym właściwościom do emitowania ultradźwięków, przyspiesza w organizmie człowieka proces leczenia. Dzięki wytwarzanym przez delfiny ultradźwiękom przenikają one do organizmu człowieka wpływając na regenerację oraz odbudowę zniszczonych komórek.

Delfinoterapia na świecie - podstawowe wskazania:
mózgowe porażenie dziecięce,
wczesny autyzm dziecięcy,
zespół Downa i inne zaburzenia genetyczne,
ADHD,
zaburzenie czynnościowe centralnego systemu nerwowego,
upośledzenie umysłowe,
zaburzenia mowy i słuchu,
głuchota nerwowo sensorowa,
nerwice, zaburzenia stresowe pourazowe,
zaburzenia depresyjne o charakterze nieendogennym,
zaburzenia pamięci, zaburzenia w przyswajaniu wiedzy.
Wysoka efektywność została odnotowana także przy kuracji pacjentów z urazami psychicznymi, cierpiącymi wskutek wypadków, krytycznych incydentów, dzieci-zakładników. Maksymalna efektywność tej metody przejawia się przy terapiach, związanych z czynnościowymi zaburzeniami różnych systemów organizmu, naruszeniem przemiany materii, zaburzeń psychosomatycznych. 
Wykorzystanie delfina jest uwarunkowane jego naturalnymi właściwościami: połączenie unikalnych cech fizycznych i wysokiego intelektu delfina, potrzeba w obcowaniu, zdolność do obcowania między gatunkami, wykorzystanie niewerbalnych środków obcowania, zabawowe zachowanie się.
Inny ważny czynnik, przemawiający za delfinoterapią wiąże się z obecnością podczas terapii wszystkich członków rodziny. Jest to bardzo ważny psychologiczny czynnik, który wpływa na polepszenie relacji między  rodzicami, jak również między rodzicami a dzieckiem. Oprócz tego, że terapia odbywa się w wodzie, duża jej część prowadzona jest w klasie, gdzie rodzice uczą się nowych form pracy z dzieckiem.

Terapeuta
Podczas pracy z dzieckiem i delfinem bardzo ważną rolę odgrywają kwalifikacje terapeuty. Ważne jest doświadczenie w pracy z dziećmi ze specyficznymi potrzebami edukacyjnymi oraz wiele godzin praktyk w otoczeniu delfinów, a także wiedza na temat ich zachowań. Cały czas należy pamiętać, że terapia z udziałem delfinów ma pomóc w leczeniu różnych zaburzeń, ma być wspomaganiem terapii i rozwoju. Dlatego też, tak ważna jest wiedza na temat różnych zaburzeń i nieprawidłowości w rozwoju dzieci. Znając specyfikę danego zaburzenia terapeuta jest w stanie kontrolować przebieg terapii i zapewnić maksimum bezpieczeństwa danemu pacjentowi.
Należy pamiętać o tym, że terapia zawsze powinna odgrywać rolę wspomagania procesu leczenia i rozwoju. Delfin nie powinien pracować z jedną osobą dłużej niż kilkadziesiąt minut  w ciągu dnia (zmęczenie zwierzęcia niekorzystnie wpływa na terapię) w odróżnieniu od tradycyjnej terapii, trwającej często kilka godzin dziennie. Kontakt ze zwierzętami jest ogromną motywacją, może również posłużyć jako nagroda za wykonanie pożądanej, długo wyczekiwanej czynności.

Delfinoterapia - alternatywa dla dzieci niepełnosprawnych
W delfinoterapii zwierzę przejmuje rolę obiektu przejściowego, co oznacza, że dziecko pozbawione lęku buduje związek emocjonalny ze zwierzęciem poprzez identyfikacje z nim. Dzięki temu jest w stanie nawiązać podobny związek z terapeutą, a także z innymi ludźmi. Delfin staje się pomostem łączącym pacjenta z terapeutą. Takie zachowanie z kolei umożliwia dziecku zgromadzenie sił i zdobycie zaufania, co prowadzi do pozytywnego efektu leczniczego, wykorzystując jednocześnie siłę przyciągającą do zwierzęcia. Taka korelacja jest istotna dla dzieci autystycznych, które na nie skomplikowanej, naturalnej drodze kontaktu uspakajają się, redukują swoje dotychczasowe lęki po poprzez pozytywne oddziaływania: 
a. utrzymanie kontaktu cielesnego i emocjonalnego 
b. problem chory - zdrowy w podejściu zwierzęcia nie egzystuje 
c. zachowana jest komunikacja bez słów 
d. wzmocnienie poczucia własnej wartości 
f. odwrócenie uwagi od sytuacji wywołującej lęki 
g. pełna akceptacja gdyż zwierzę nie ocenia nie wydaje osądów

Delfiny w roli terapeuty poprawiają przede wszystkim stan psychiczny chorego, gdyż wielu z nich zaczyna swój dzień od wielogodzinnej i często znienawidzonej gimnastyki leczniczej. Tymczasem kontakt z delfinami w trakcie delfinoterapii wpływa na wytwarzanie przez organizm endorfin, a te z kolei pobudzają wydzielanie hormonów wpływających na emocje i nastrój. Dzięki nim udaje się nawet zmniejszyć ból i pobudzić procesy uczenia się.
Delfinoterapia oddziaływuje na różne deficyty spowodowane jednostką chorobową, prowadząc do ogólnej harmonii organizmu. Dzięki tej terapii mózg pacjenta staje w gotowości do przyjmowania nowych informacji, przy jednoczesnym osiągnięciu wyciszenia i harmonii. W wielu przypadkach dzięki delfinotrapii udaje się wywołać pozytywne emocje. Poprzez bezpośredni kontakt z delfinami u dzieci z autyzmem stwierdza się poprawę koncentracji, gotowość do kontaktu ze światem zewnętrznym i lepszą kompetencję socjalną. Przede wszystkim dla dzieci cierpiących na autyzm to pozytywna aktywność ruchowo - psychiczna, gdzie delfin - partner stanowi dużą atrakcję, będąc jednocześnie zjawiskiem wywołującym lęk i obawę. Przełamywanie tej bariery i jednoczesne zdobywanie nowych doświadczeń i wrażeń staje się optymistycznym bodźcem do dalszego rozwoju psychofizycznego. Mającego na celu poprawę aktywności w kontaktach z ludźmi i gotowością do dalszej terapii.

Co może dać delfinoterapia?

Aspekt fizjologiczny 
Poprzez kontakt z delfinami i pobyt w wodzie realizowane są następujące cele fizjologiczne:
wzmocnienie mięśni
mobilizacja stawów 
zahamowanie patologicznych odruchów
poprawa koordynacji
poprawa kontroli nad odcinkiem tułów-głowa
polepszanie funkcji podporowych
poprawa reakcji na zmianę postawy ciała
poprawa kontroli na odcinku głowa-oczy-ręce
Aspekt subiektywnego odczuwania ciała Świadomość własnego ciała jest szalenie istotna dla normalnego rozwoju duchowego, umysłowego i fizycznego. Poprawne postrzeganie ciała pomaga w poprawnej samoregulacji i samokontroli. Dzięki fizycznemu wymiarowi terapii i bezpośredniemu kontaktowi z delfinami uczestnicy terapii zdobywają nowe doświadczenia. Rozwój percepcji ciała jest szczególnie istotny, bo pomaga - poprzez rozluźnienie i napięcie mięśni – przyczynia się do utrzymywania konkretnej postawy ciała lub jej zmiany.
Dążymy do realizacji następujących celów:
percepcji stanów napięcia i rozluźnienia
poprawy regulacji równowagi
poprawy schematu ciała 
motoryki gałek ocznych
koordynacji ciała
poprawy postrzegania ruchowego i wizualnego
ukierunkowania koordynacji ciała
usprawniania zdolności do ukierunkowanego działania
poprawy postrzegania słuchowego

Aspekt emocjonalny 
Emocje w różny sposób wiążą się z procesami kognitywnymi i fizjologicznymi oraz oczywiście z zachowaniem. Rozwój emocjonalny jest procesem długotrwałych przemian. Kontakt z delfinami dostarcza pacjentowi wielu doznań poprzez zmysł wzroku, słuchu, dotyku, węchu oraz smaku. Inne uczucia, które pojawiają się w kontakcie z delfinami to:
radość
niezależność
żywotność
zaufanie
szczęście
lekkość

Aspekt kognitywny
myśli
symbole myślowe
informacje
pamięć
inne procesy.
Uczymy się oceniać znaczenie naszego działania i dostrzegać związek pomiędzy działaniem i jego skutkami. Spostrzeżenia są przetwarzane, zapisywane, reaktywowane i zastosowywane. 
Już najwcześniejsze wrażenia naszych zmysłów determinują, u każdego w odmienny sposób, wzorce sposobów myślenia i pojmowania. Im więcej zastosuje się dróg dojścia do dziecka, tym lepiej zostanie zapamiętana zdobyta wiedza. Żadna emocja, żadna myśl nie istnieje sama dla siebie, lecz towarzyszą jej zawsze biologiczne i neurofizjologiczne procesy. 
Do kognicji należy również potencjał wyobraźni. Delfiny umożliwiają rozwinąć pacjentom pozytywne pojmowanie własnej osoby.

Aspekt praktycznego zachowania 
W otoczeniu delfinów pacjenci mogą wypróbować nowe rzeczy, jak także dowiedzieć się o sobie czegoś nowego – zarówno na obszarze ruchowym, w obszarze emocji oraz kontaktów międzyludzkich. Delfiny akceptują pacjentów takimi, jakimi są i przekazują informację zwrotną o przeżyciach i zachowaniu.

Aspekt socjalno-rodzinny 
Rodzice, rodzeństwo, dziadkowie są najczęściej bezpośrednimi osobami odniesienia i ważnymi elementami przestrzeni życiowej. Dla dzieci są oni najistotniejszym systemem wsparcia. Pomiędzy rodzicami, osobami odniesienia i terapeutą powinna istnieć więź zaufania, która byłaby zaczątkiem bliższej znajomości. Tak rozumiana jest praca z delfinami, zintegrowana i angażująca uczucia. Dla niektórych jest nowością obserwowanie osoby bliskiej w nowym otoczeniu, w otoczeniu delfinów. Te nowe i w większości pozytywne wrażenia mogą stanowić podstawę do dalszych dyskusji. Interakcja z rodzicami, rodzeństwem oraz innymi krewnymi lub osobami odniesienia może wspomóc proces terapeutyczny. 
Także przestrzeń życiowa pacjenta poza rodziną jest ważna. Także przedszkole, szkoła, grupa rówieśnicza wywiera na pacjenta wpływ, który nie pozostaje bez znaczenia. Wielu pacjentów jest  naprawdę dumnych z tego, że potrafią pływać z delfinami i że doznają przy tym tak wiele radości. Dzięki temu status dziecka w klasie lub rodzinie może ulec pozytywnej zmianie.


środa, 14 września 2011

Charytatywne warsztaty taneczne

Na początku tego roku postanowiłam wziąć się za zbieranie funduszy na terapię Asi... 22 tysiące złotych to sporo, ale ziarnko do ziarnka... Nie byłam w tych działaniach osamotniona. Moja siostra Julka, zorganizowała wraz z grupą swoich tanecznych przyjaciół charytatywne warsztaty na rzecz Asi. Nie tylko my byliśmy poruszeni tą akcją, ale i sami instruktorzy. Tak to bywa, że czynione dobro powraca ze zdwojoną mocą.


Jak się kolejny raz potwierdziło, ludzie są dobrzy! Mają dobre serca, chce im się coś robić dla innych, są wrażliwi... Mało tego, są to młodzi ludzi.

Kochani, jesteście wielcy, zmieniajcie świat!


filmik o warsztatach




wtorek, 13 września 2011

Muzykoterapia



Pierwotnie zamierzałam napisać tylko o terapii przez muzykę, ale zrodziła się u mnie nieco szersza refleksja na ten temat. Zastanawiam się, czy istnieje na świecie jakiś człowiek, który nie lubi muzyki. Nie ważne jakiej, bo to i tak kwestia gustu i zainteresowań. Chodzi mi o muzykę ogólnie pojętą. Przeanalizowałam sobie piosenki, które ja lubię i które pamiętam, gdyż jakoś tak utknęły mi w głowie. I zauważyłam, jak łatwo są przywoływane obrazy i emocje z nimi związane. Do tej pory pamiętam, że gdy waliły się wieże na WTC, ja słuchałam Nathalie Merchant i do tej pory, kiedy jej słucham, ma ten obraz przed oczyma...



Gdy byłam w ciąży z Asią najczęściej pojawiał się Zbigniew Preisner i Pink Floyd, a gdy byłam w Czarnogórze słuchaliśmy muzyki z czterech stron świata.
Z konkretnymi ludźmi kojarzą mi się konkretne zespoły i piosenki. Pewnie każdy tak ma...



A co do terapii, to pewnie każdy też ma swoje piosenki, które go uspokajają i takie, które mają za zadanie pobudzać.
U Asi chodzi o coś innego..., właściwie to zawsze chodzi o jedno, o pracę mózgu, ale wymuszoną... Zaczęło się już w Honey Landzie, gdzie muzykoterapię lubiła najbardziej. Jeszcze nie widziała wtedy, dlatego preferowała leżenie na olbrzymim pudle (rezonansowym), które oprócz dźwięków, wytwarzało również drgania. Asia zazwyczaj zasypiała po 15 minutach. To była ciężka praca dla jej zniszczonego mózgu.
Gdy wróciliśmy do Polski, niestety długo nie miała muzykoterapii. Rekompensowała to sobie miłością do zabawek świecąco-grających. Do tej pory je uwielbia i pięknie się skupia przy zabawie nimi. Uwielbia mój okropny śpiew. Podczas gdy Hania krzyczy bym nie śpiewała, Asia się uspokaja i uśmiecha. Tą miłość do jej piosenek wykorzystujemy w czasie terapii. Wszyscy jej terapeuci znają na pamięć "Jagódki", Księżyc raz odwiedził staw" oraz najbardziej znana "Witaj Asia". Pomaga zawsze, czasem na dłużej a czasem tylko na momencik.



Jeżdżąc z nią do ośrodków na terapię, często głośno (bo tak lubię), puszczałam w kółko piosenkę, która akurat wtedy bardzo mi się podobała. Potem np.w czasie urlopu we Włoszech, musieliśmy jej słuchać przez godzinę, bo akurat tak chciało nasze dziecko...



Pierwsza taka, z prawdziwego zdarzenia muzykoterapia była w przedszkolu. Co jakiś czas pojawiali się tam profesjonaliści, muzycy z filharmonii śląskiej i grali dzieciom najpiękniej jak tylko potrafili, a ta mała widownia odpłacała im z nawiązką.



I to było niesamowite. Moje dziecko potrafiło przez 45 min. siedzieć jak zaczarowane na swoim krzesełku. Skupiona, słuchała dochodzących do niej dźwięków... A potem zazwyczaj drzemała...

poniedziałek, 5 września 2011

zmiany, zmiany, zmiany...będą zmiany

No i stało się... Olek dostał się na studia w Anglii. Od ponad dwóch lat planowaliśmy nasz powrót do Anglii. Najpierw postanowiliśmy, że wtedy, gdy Asia zacznie chodzić. I zaczęła... Potem jak sprzedamy dom... tu zaczęły się schody, a właściwie to góry pokroju Himalai... Nie udało się, obniżaliśmy cenę, dostosowywaliśmy się do możliwości potencjalnych kupców (ale bez przesady!), ale nic z tego nie wyszło. Na nasze szczęście! Nadeszła wiosna, czasu było coraz mniej. Postanowiliśmy przekształcić naszą firmę w spółkę jawną i sprzedać tylko ją. Lokal byłby dzierżawiony, więc byłoby na wynajem lub ratę kredytu za mieszkanie w Anglii. Chętnych było kilku, ale za długo się zastanawiali. I znów "przypadek" - rodzina dobrego znajomego. Klient, a właściwie sąsiad bardzo poważnie podszedł do sprawy kupna naszej specyficznej firmy. I stało się. Po długim okresie wyczekiwania, denerwowania się na sądy, kurs funta i niewielką ilość czasu dopięliśmy swego. Doszło do tranzakcji... Nie obyło się bez wątpliwości, stresu, lęku... W końcu decyzja była podejmowana przez trzy lata. Ale jakoś tak dziwnie spokojna byłam o to. Miałam przeczucie, że wszystko skończy się dla nas dobrze, co nie znaczy, że tak, jakbyśmy tego chcieli, bo przecież plan był nieco inny.
Ktoś czuwał i czuwa nad nami, ale to już temat na odrębny post.

A teraz przez to wszystko mamy cyrk w domu! Pakowanie, pakowanie, pakowanie...


Piosenka ta, to takie moje skojarzenie z czasem poszukiwania nowego domu i z drogą pomiędzy Plymouth i Truro. Mam nadzieję, że za kilka lat nadal będzie aktualna...

piątek, 2 września 2011

Schody - ulubione miejsce Asi

To intrygujące, a nawet czasem irytujące, jakie upodobania mają nasze dzieci. Cóż, w tym względzie Asi pozwalamy na wszystko, ważne, że się interesuje czymkolwiek. Ona tymczasem wybrała sobie schody. Może dlatego, że klatka schodowa, jest u nas zawsze zamknięta, niedostępna więc tym bardziej atrakcyjna.
Zainteresowanie to pojawiło się u niej jakiś rok temu. Z początku było bardzo ciężko. Zaczęło się od wchodzenia, oczywiście za rękę i tylko krok, dwa, no może trzy...Była to pewna forma fizjoterapii, ale nie mówiliśmy tego Asi, by nie zareagowała na nią tak, jak na każdą inną terapię. Z czasem, jak to Asia, zaczęła doskonalić wchodzenie, szło jej coraz lepiej - czyli więcej schodów i szybciej. Potem zaczęła próbować schodzić. To było trudniejsze... znacznie trudniejsze, bo trzeba kontrolować napięcie mięśni w nogach w trochę inny sposób. Do tej pory nie patrzy na schody, stopień wyczuwa nogą. Szkoda, ale zawsze to jakieś rozwiązanie.
Wiosną tego roku przebywając w ogrodzie, zaczęła nam uciekać właśnie na schody. 
Tak na marginesie to jej "chodzenie" jest dla nas nadal niesamowite. Nie przyzwyczajeni to tego, łapaliśmy się na tym, że gubiliśmy ją z oczu nie wiedząc gdzie jest, a ona tak po prostu wyłaziła zza drzewa, krzaka czy domu, niczym widmo...
Wracając do schodów... zaczęła po nich wchodzić sama. Czasem nie zauważywszy jej ucieczki, znajdywaliśmy ją w połowie schodów, jak pięknie, trzymając się poręczy, szła dzielnie walcząc i łapiąc za każdym razem równowagę. Teraz ten wyczyn jest normalną jej aktywnością, mało tego, nie potrzebuje już poręczy, wystarczy ściana...


                                          Wersja od tyłu....

                                         Wersja z boku...

Podczas naszych chwil spędzanych w ogrodzie, największą radość doświadcza Hania. Czasami jej szaleństwo nie zna granic, jak na poniższym filmiku...


czwartek, 1 września 2011

4 urodziny Asi

Gdy masz własne dzieci, bardziej dostrzegasz jak szybko czas leci... 
4 urodziny Asi to powód do...do radości też, ale nie da się nie zauważać, że Asia jest coraz bardziej w tyle za rówieśnikami, że to wszystko tak opornie idzie... a właściwie to nie chce iść. Że jest coraz cięższa, więc i nam i terapeutom też jest ciężej. Ale najważniejsze, że co roku w jej urodziny możemy zauważyć, ile żeśmy wywalczyli! I choć ona sama nie przepada za imprezami, dla nas jest to zawsze dobry czas do spotkania z tymi, na których nam zależy. 

Tort ze świeczkami wydał się ciekawy...


Te urodziny zaczęły się wyjątkowo - od brązowego medalu w Mistrzostwach Świata naszego kumpla - Damiana (saneczkarstwo na torach naturalnych), a zakończyły na miłym, urodzinowym, malutkim przyjęciu.
Tort, robiony własnoręcznie, był przepyszny!

Nasi drodzy goście...

Tort, mój Boże, niebo w ustach, tylko dlaczego to ma tyle kalorii!!!


ps. kasa fiskalna jest the best!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...