Ktoś pomyślałby, że wymyślamy...takie decyzje...? Przecież mamy to, czego większości naszym znajomym brakuje: własny dom, w miarę bezpieczne auto, dzieci, ja pracę a Olek firmę...ale mamy też marzenia. Jedno wielkie, ale tu potrzeba cudu Bożego, i wiele takich, które przy zaangażowaniu, wysiłku i sprzyjającemu losowi możemy spełnić. Więc nie dziwcie się...nie chcemy zgrzybieć na starość (oj jeszcze do niej daleko, nie chcemy zgrzybieć w czasie trwania naszej względnej młodości). Poszukiwanie pereł przecież też dotyczy naszej pracy, miejsca zamieszkania, nowych pasji... Polska jest cudowna, Śląsk - zależy gdzie... Tak samo jest i w Angli, ale tam mamy szansę, by coś pozmieniać i kiedyś wrócić do Ojczyzny... Staramy się odczytywać znaki...boskie podpowiedzi. Decyzja została podjęta zaraz po powrocie z Angli, dopiero teraz przyszedł czas na realizację i mam wielką nadzieję, że nie zajmie to więcej niż pół roku. Tyle mamy czasu. Sprzedaż domu i firmy, kupno nowego domu w Plymouth, szukanie szkoły dla Asi i przedszkola dla Hani, szukanie terapeutów... dobrych terapeutów i dobrych rehabilitantów. Jesteśmy dobrej myśli!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz